Kontakt

Zawsze musimy brać pod uwagę, że jadąc do pracy jakiejkolwiek musimy przystosować się do warunków w pracy i kontaktu dobrego z innymi ludźmi. Od początku wiemy, jaki kontrakt podpisujemy i co będziemy robić. Dopiero na miejscu naprawdę dowiadujemy się, czy idziemy do sprzątania, czy opieki nad chorymi, czy naprawdę znamy język i potrafimy się komunikować. Częstym wyjazdem jest podróż do Niemiec, bo najbliżej i często jako opiekunowie ludzi starszych. W zależności jak trafimy, to okazuje się to trafnym wyborem, bądź męczarnią i nerwy nam wtedy puszczają. W sumie akurat w tym wariancie to zawsze jest wielka loteria. Trzeba jednak sobie radzić.

Po Świętach

Normalne, po tych dniach przygotowań i szaleństwach można troszkę odpocząć. Niby w zasadzie przyjęło się gości, Wigilię z opłatkiem też, ale co potem? Potem właśnie zostają nam resztki, które trzeba odpowiednio wykorzystać. To w sumie nie jest proste, bo trzeba na to spojrzeć innym okiem. Nawet nie jest ważne, co mamy zrobić, a zrobić trzeba. Więc do pracy. I znowu zaczyna się ten cyrk w kuchni i nawet przygotowania do Sylwestra, bo wtedy i tak trzeba jeść. Dobrze, że o 6-ej rano nie trzeba odśnieżać, bo w tym roku akurat jest ciepło i nie musimy się martwić. Ale robota jest. Powodzenia innym!

Polonusy

Przeważnie myślimy, że Polonusy są tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie ich centrum to Chicago. Ale „nasi” są praktycznie wszędzie. Ja osobiście mam znajomego, który był wiele lat w Australii. Na „stare lata” powrócił do PL-u z pięknym dorobkiem swojego życia. Wrócił do swojego ukochanego miasta za którym tęsknił tak czy owak. Wiadomo, że człowiek jest gdzie indziej, ale sercem jest tam, gdzie się wychował. Miło mi było go po latach spotkać i powspominać stare czasy i wysłuchać opowieści z dalekiego kontynentu. Tak samo chyba jest w Niemczech. Niby jedziemy goniąc za pracą, ale praca pracą, a tęsknota robi swoje. Jest to bardzo trudna sytuacja.

Operacje

Mamy różne operacje: bankowe, w szpitalu, na giełdzie czy operacje międzyludzkie. W sumie to chyba wszystkim można w jakiś sposób operować, nawet dźwigiem na budowie. Ale ważne są chyba kontakty międzyludzkie jako prędzej „kooperacja” a nie operacja. Dobry kontakt z człowiekiem w formie nawet pomocy sąsiada, czy pomaganie sobie w Niemczech, kiedy albo inni mają kłopoty, albo my. I tutaj mamy także piękną formę opieki i możemy dać komuś coś od nas. kiedyś zdarzyło się, że pozorna sympatia rodziny podopiecznego kazała się wynosić opiekunce, bo była posądzona o kradzież, której nie zrobiła. Prawda wyszła na jaw, opiekunka dostała pieniądze w formie przeprosin, ale gdyby nie przyjaciele, to nie wiadomo, jak by to się skończyło…

Dojazdy i my

Musimy dojechać do pracy, albo jako opiekunka czy opiekun ludzi starszych, albo w jakimś innym zawodzie. Zawsze jest problemem w jaki sposób mamy dojechać na miejsce? Wybieramy sobie wtedy dojazd przez autobusy czy pociągi, lub dzwonimy i jedziemy na zasadzie „od drzwi do drzwi”. Wydaje mi się, że chyba ta druga opcja jest lepsza. Sama miałam taką okazję i powiem, że „chłopaki” byli niesamowici. Nawet jak chciałam pomóc im w pakowaniu we dwójkę, to stawiali opór, a ja chciałam tylko tak dla ich zdrowia. No nic, trzeba było się odsunąć i nic więcej. Szkoda mi ich tylko, bo pewnie szybko mogą iść na rentę.

Podopieczni i dzieci

Jest nie raz tak, że dzieci mieszkają u dziadków, bo nie mają innej możliwości. Tutaj jest pewien problem, ponieważ jeśli jeśli jesteśmy jako opiekuni w Niemczech, to nagle okazuje się że mamy jednak trochę więcej do roboty. Wiadomo, śniadanie nie robi się tylko dla siebie i osoby chorej, ale także dla dzieciątek mieszkających na miejscu. Jest to dosyć ciężko zrobić, bo podopieczny potrzebuje innego jedzenia aniżeli dzieci. Przecież oni mają swoje smaki i wtedy zaczyna się niezła jazda. Tutaj osobno i tutaj osobno. W końcu jesteśmy zatrudnieni do opieki przy osobie starszej, a nie w szkole. No i potem wychodzą takie kłopoty. Co na to rodzice?

Festiwal impro…

Nawet nie wiedziałam, że co roku w Krakowie odbywa się Improfest Festiwal. Chodzi tu o to, żeby improwizować na scenie. W zasadzie może tu brać udział każdy z fantazją w głowie, czy jako aktor, czy jako początkujący kabareciarz. Bardzo mi się to podoba i zresztą sam pomysł jest, jak dla mnie trafiony w dziesiątkę. Ale jak się jest 800km poza domem, to trudno ruszyć w drogę, by to obejrzeć. Często mam wrażenie, że jako opiekuni to też w zasadzie mamy taki teatr, ale za granicą i przy pracy. Albo musimy trochę oszukiwać chorego, albo jego rodzinę. Zasada tylko nr1 nie kłamać i nikogo nie krzywdzić.

Jesień i kasztany

Bardzo ładna pora roku, bo kolorowa i te szeleszczące liście pod nogami. Jak mogłam wyjść w trakcie pauzy na spacer, jako opiekunka, to to uwielbiałam. Szczególnie, jak była piękna pogoda. Po drodze znajdowałam też kasztany. Zbierałam je, bo przypominały mi czasy dzieciństwa, kiedy robiło się z nich ludziki. Ale już jako osoba w pracy, to zbierałam je dla podopiecznego, bo słyszałam, że podkładając je pod łóżko, to tak kręgosłup nie boli. Faktycznie, jakoś to chyba zdawało egzamin, bo faktycznie czuł się lepiej. Muszą widocznie mieć jakąś energię naturalną. Zresztą sama nosiłam dwa w kieszeni i też robiło mi to dobrze.

ZOO i my

Mamy nie raz sposobność bycia w ZOO, jako opiekuni i wtedy jest fajnie. Chodzimy sobie po alejkach, zjadamy lody, opowiadamy sobie jakieś historie i w zasadzie świetnie się bawimy. Jest wtedy super. Jako ludzie opiekujący się osobami starszymi, to zdarzają się nam sytuacje, gdzie musimy być uważni na każdym kroku. Ale jednak zdarza się nam, że niby mamy mieć piękne popołudnie, ale nagle nasz chory się źle poczuje i cała zabawa się kończy. W zasadzie sobie radzimy, bo wiemy o co chodzi? Potem należy pomóc i jest w porządku. Tylko szkoda, że nasza eskapada dobiega końca i nie zwierzaki, ale my musimy wrócić do domu.

Choroby i opieka

Opiekując się osobą starszą zawsze jesteśmy narażeni na bakterie i wirusy. Dlatego też zakładamy zawsze gumowe rękawiczki, by uniknąć problemów np. do mycia lub staramy się pracować nawet w maseczce. Ale są choroby, gdzie sami coś łapniemy i potem jest kłopot, żeby pracować i jednocześnie samemu być na tak zwanym „chodzie”. To może być grypa, przeziębienie, czy nawet grypa żołądkowa przy której więcej spędzamy czasu w toalecie niż przy chorym. Jest to potem męczące i dla podopiecznych i dla nas. Chyba raczej bardziej dla nas, bo trzeba pracować, a sami biegamy do łazienki i nie zawsze możemy sobie poradzić. Straszne to.