Lombard i my

Pomimo tego, że pracujemy w Niemczech, to czasami zaliczamy lombard. A dlaczego? Musimy spłacać kredyty, a taka pensja wobec tego „kataklizmu” to niestety nie jest mały pikuś przed śniadaniem. Nerwy są i trzeba sobie jakoś radzić. Najgorzej, jak jesteśmy zmuszeni sprzedać nasze drogie, sentymentalne rzeczy. To strasznie boli nas w środku, ale niestety życie jest brutalne i się z nami nie pieści. Smutne jest tylko to, kiedy na ladę kładziemy nasze pamiątki rodowe lub nasze kolekcje, zbierane przez lata, lub coś drogiego, co dostaliśmy swego czasu w prezencie.  No czasami życie płata nam takie figle i jakoś trzeba sobie w tym życiu radzić.

opieka i szpital

Nieciekawie jest, kiedy nasz chory trafia do szpitala. Na szczęście szpitale w Niemczech mają dobrą opiekę. Gorzej tylko na początku. Trzeba zawiadomić jednostkę ratunkową, przygotować wszelkie papiery, ew. zestaw leków w pudełku, a potem samemu dojechać do szpitala i jeszcze znaleźć oddział, na którym leży nasz podopieczny i w międzyczasie powiadomić rodzinę. Dobrze by było, gdybyśmy spotkali się z nimi pod szpitalem. Wtedy łatwiej jest także wytłumaczyć, że to my będziemy chorego odwiedzać, bo rodzina w pracy. Ale w sumie my też jesteśmy w pracy i w zasadzie to nie jest nasza rodzina, ale czy komuś z rodziny przyszło chociaż raz zwrócić na to uwagę?

Nie truj

Można prosić faceta o kasę. Ale jak się nie zgadza, to trzeba go postawić przed faktem dokonanym i rzucić mu rachunki pod dziobaka. Ja myślę, że taki sposób jest najlepszy. Chłopy to myślą, że jak baba pracuje jako opiekunka i zarabia, to można sobie dać luza i wykorzystuje sytuację. Kwestia określenia się i stanowczo postawić sprawę. Bo albo albo. No tak się nie robi, przynajmniej ja tak uważam. Każdy pewnie myśli, że kobieta będzie zapierdziulać, a oni tylko będą czekać, by jakoś się odpimpać i mieć serdeczny spokój. Nie znoszę takich typów. Ja nie wiem, czy wyjść za mąż, czy jeszcze poczekać?

Weź w troki

O cztery litery trzeba dbać. Nie dać się i walczyć do końca. Wiadomo, że mamy takie różne, różniaste rzeczy, co mogą nam uprzykrzyć życie. Wiadomo o co chodzi? Hemoroidy. Jest to przypadłość, która daje nam do wiwatu. Niestety na Stelli można się nieźle namęczyć, jak nie mamy szybko jakiegoś preparatu, czyli tabletek, czy maści, które uśmierzą nasz ból i swędzenie. No głupie to może być, ale kto tego nie przeżył, to nie będzie wiedział, jak to jest. Ja się z tym spotkałam, jako opiekunka i trafiłam na zmienniczkę, która się wychlapała. Zrobiłam okład z cebuli i dało się to załagodzić. Czyli weźcie d…. w troki i do przodu!

Policja i praca

Każdy jest wystraszony, kiedy pracuje jako opiekun ludzi starszych  i spotyka policję, bo zawsze ma wrażenie, że albo ktoś doniósł, bo praca legalna, albo są sceptyczni co do nas i zwracają uwagę, czy wszystko jest w porządku. Dla nas opiekunów jest to stresujące i nerwy musimy mieć na postronkach, by jakoś udowodnić naszą wiarygodność, że mamy umowę, że nikomu nie robimy krzywdy i nie okradamy np. naszych podopiecznych. Policja, jak się uprze to będzie drążyć i drążyć. Ale zdarza się, że panowie z policji są naprawdę fajni i sympatyczni i starają nam się pomóc, bo potrzebujemy pomocy. Chłopaki są jednak super!

Kontakt z „ludziem”

Porozumiewanie się z ludźmi jest bardzo ważne i na co dzień i od święta. Doświadczyć tego można, kiedy pracujemy za granicą. Jest to bardzo ważna sprawa i tylko od nas zależy, jak to będzie wyglądać i czy na to jesteśmy przygotowani. Wiadomo, że musimy w pracy porozumiewać się w obcym języku i jeszcze na dodatek być miłym, uprzejmym i pracowitym. Jednak spotykając się z innymi ludźmi, także musimy zachowywać się naturalnie, nie oszukiwać, mówić szczerze o sobie i jakoś chyba wtedy swobodnie nawiązujemy kontakty z przygodnymi ludźmi spotkanymi nawet na ulicy. Kiedy jesteśmy opiekunami, także wypada być takim człowiekiem. Zresztą nigdy nie wiadomo, co nam się przydarzy?

Pomoc i strach

Miałam kiedyś takie zdarzenie, że w markecie na zakupach trzeba było pomóc człowiekowi. Na nieszczęście nie umiałam robić zabiegu resustytacji, ale podbiegłam i zaczęłam cokolwiek działać, bo nikt nie chciał pomóc. No to sprawdziłam puls i krzyczałam, by ktoś wezwał pomoc. Na szczęście ktoś się znalazł i potem było już z górki. Pogotowie przyjechało i już się przestałam bać. To trudne w ogóle podejść do człowieka,kiedy się coś dzieje i wykonać cokolwiek. Tym bardziej za granicą, kiedy np. mamy znajomość w stopniu komunikatywnym tylko. Lecz zawsze się boimy, czy nie przyczynimy się czasami do dodatkowej krzywdy. Moje zdanie: podejść i walczyć!

Śpiewanie sobie

W pewnym kabarecie miano zaśpiewać piosenkę i w ramach chóru występowało dwóch kolegów z kabaretu. Facet miał zaśpiewać „Jaskółkę” Stana Borysa, a reszta miała śpiewać końcówki. Wychodziło to tak, że facet zmienił tekst na „Kukułkę”. On tak:” Kukułkaaaaa jaja podrzucaaaa”. Oni zaś tylko to „aaaaaaa”. Naprawdę śmieszne to było i podziwiałam fantazję wykonawców. Jak oni to robią, ze tak się odnajdują na scenie i na dodatek potrafią rozśmieszyć całą publiczność gagami i nawet swoimi ruchami, by wszyscy byli praktycznie popłakani ze śmiechu? Zazdroszczę takim zdolnym ludziom, choć zawód jest w sumie ciężki.  Ja też się staram, ale to nie jest półgodzinny występ hehehe.

Jadłospis po staropolsku

Chyba trzeba się zaopiekować kelnerem, który nazywa się jadłopodawacz. Najlepsze jest menu. Tam można nauczyć się naprawdę wielu rzeczy,(wiadomo z humorem). A teraz menu przykładowe:

-depilowane kończyny dolne –  golonka

-siekane głowy – kapusta

-dywizja im. Tadeusza Kościuszki – schabowy

-łepetyna z gleby – ziemniaki

Można tutaj wymyślać dalej, ale najfajniejsze jest to, że możemy się pośmiać i chwilowo zapomnieć o pracy w opiece. Tutaj także musimy pomagać na wesoło i najlepiej rozśmieszać podopiecznych. Nasza Nibylandia w Niemczech też jakoś powinna być bajkowa. Ale wtedy przypomina nam się powiedzenie:”Ja żyję, jak w bajce. Jak głosi królewskie orędzie, co ma być, to będzie”. Fajne co?

Zakonnicy i zakonnice

Każdy zakon ma inną zasadę działania. Jedni coś robią w ogrodzie, by zakon miał co jeść, czy uczą innych. Nie każdemu ze zwykłych ludzi chciałoby się wstawać o 5-tej rano na tzw. „Jutrznię” i biec na modlitwę. Dopiero po niej jest Msza św. i potem dopiero śniadanie. Następnie zadania i prace do wykonania itd. Podobnie jest u zakonnic. Albo szyją stroje dla księży, czyli ornaty, albo podobnie klasztorne zadania, czyli zaprawy do słoików na zimę. Niestety często przy klasztorze znajdują się  domy opieki i tam także wykonują obowiązki przy chorych, czyli opiekę nad chorymi. Mamy zatem nowy przykład wykonywania naszego zawodu, ale miłosierny.