Opiekunka i kosmos

Kosmiczne jaja często bywają w naszym życiu, bo albo ktoś nam wywinie jakiś numer, albo coś powie, że mamy ochotę wylecieć na orbitę.

Czasami mam wrażenie, że w sumie powinnam nosić skafander i tylko oczekiwać, że wylecę w kosmos. Tylko ta grawitacja, ale już na księżycu mniejsze ciążenie i jakby mnie tak ktoś kopnął w ten skafander, to przynajmniej bym poczuła, że mniej ważę. Dieta cud!

Chociaż, gdyby taką dietę zastosować, to sami przyznajcie, ile kobiet byłoby szczęśliwych na całym świecie, ale dla księżyca niedobrze, bo jak tyle bab by tam było, to by chyba nieźle oszalał…

Ale odjazd!

Nie wkur…..ać

Ludzie czasami mnie (nie powiem co?) wk…..ają, bo inaczej tego powiedzieć nie można, bo wymyślanek mają od cholery i trochę. Czasami mam serdeczną ochotę przyłożyć w ryłko albo walnąć z liścia plaszczaka. No kurdę, tak nie można robić. Ja też jestem tylko człowiekiem i mam swoje do powiedzenia, ale nie znoszę nacisku przez innych ludzi. Niektórzy wychodzą z założenia, że będą dyrygować innymi, ale nie ze mną te numery Brunner. Ja w pewnej partii nie robię i guzik im do tego, lecz takie jazdy nie są w moim stylu i sobie po prostu serdecznie nie życzę, bo zrobię zmasowany atak wroga! Czyli Brunner, ty świnio, że tak powiem.

Wpadówy na ekranie

Oglądałam niedawno teleturniej i uśmiałam się po pachy.  Nie zawsze mam możliwość taką i szukam powtórki na YT. Znalazłam i zaczęło się, bo takie rzeczy ludzie wymyślają, że głowa boli. No bo jak tu powiedzieć, że Madryt leży we Włoszech lub faceci golą odbyt, albo zwierzę z gromady koniowatych w paski to stonka, zamiast zebra. No normalnie osłabienie, a na dodatek pani, która się wkopała z Madrytem była wykładowcą na uniwersytecie. Dla mnie osobiście zgroza. Dobre tylko, że nie była blondynką, bo chyba bym była posiusiana ze śmiechu, ale fajnie jest i czasami się można tak odprężyć, aż brzuch boli. Polecam!

Jak to z doręczycielem jest

U mnie w moim mieście, gdzie mieszkam to na doręczyciela czasami mówimy, że to donosiciel, a tak dla hecy (zresztą nasz dokładnie o tym wie i zawsze się z tego śmiejemy razem), albo jeszcze inaczej, bo listowy. Dzisiaj mi się zdarzyło, że mój chłop czekał na przesyłkę i mówi do mnie tak: ” Chyba dzisiaj przyjdzie Listonowy”.

-I co? Odpowiadam. List tonowy? To coś ty zamówił, że ten list ma ważyć tonę?! Zwariowałeś?! Przecież nam to nawet przez drzwi nie przejdzie. Ogłupiałeś, czy ci się sufit na łeb spadł?

No i śmiechu było co niemiara, ale niestety Pan Donosiciel nie przyszedł. Może jutro mu sprzedam ten dowcip i pośmiejemy się w trójkę..

Pranie

Pranie można różnie zrozumieć. Albo, jak zwykłe w pralce, pranie brudnych pieniędzy, czy pranie własnego chłopa, jak się upije na weselu, albo z kolegami. Czasami się śmieję, że zwykłe pranie przypomina mi właśnie pranie brudnych pieniędzy szczególnie, jak ciuchy są w kolorze zielonym (dolary) lub przypominają mi kolory Euro. Ale kłopot jest, kiedy mężowi się ma na małe „co nieco” i wtedy dosłownie piep.. pranie. Jak by to wrzucić do bębna, to wyszło by nie wiem co? Dwóch kotłujących się w pralce, czy w zasadzie kotłownia? A  może nagrzać w piecu, co?

Dać chłopu

Albo dajemy chłopu, albo dajemy w dziób i też chłopu. Lecz dzisiaj się spotkałam ze znajomym, któremu powiedziałam, że elegancko wygląda. Odzew był śmieszny:”Jak taka elegancka pani mówi, to mogę się zgodzić od razu”. No i widzicie kochani ludkowie, że można sobie uprzyjemnić uprzejmością. Dać chłopu troszkę uprzejmości (zaznaczam szczerej) a tu macie niespodziankę w odpowiedzi. Szczerość jest ważna, bo świadczy o nas, jak o porządnych istotach i to mi się podoba. Podobnie w małym moim markecie, gdzie robię zakupy, zawsze rozśmieszam ekspedientki i z tego jestem znana, zresztą też wspieram kobiety i jak mogę pomagam. Panów też. Miło mi słyszeć:”Moje ty kochanie”, zaraz dzień jest lepszy!

Weźta sobie

Zdarza się, że  mamy wszystkiego dość i mówimy: Bierzta, co chceta i wypad mi tu z baru, no nie mam racji? Często, jak ktoś jest zmęczony, to przy obudzeniu tak mówi i osobiście dla mnie jest to po prostu normalne. Zastanawiam się, jak my żyjemy, pracujemy, skąd mamy siły na wszystkie nasze potrzeby, pracę, obowiązki domowe i inne zainteresowania, które robimy po nocy i swoje pasje. No kurcze, czas ucieka, a my gonimy każdą minutę, nie patrząc, że nam się czas przelewa przez ręce, jesteśmy coraz starsi. Czy życie polega na tym, by dzieci, rodzina, praca nami rządziły? kurka, no nie wiem. Może ktoś mi powie?

 

In good Time

Niby w dobrym czasie, ale czy poprawnie napisałam w tytule? I tak ludzie się uczą języków. No bo jak inaczej, jak nie ma kasy? Pytanie za 100 punktów i zatemperowane kredki. Także przeciąganie drzewa wyrąbanego siekierą w Chinach. Niedawno widziałam takie zawody. Nawet nie pomyślałam, że to są zawody coroczne, no bo skąd? Po prostu, jak nie możesz spać to wtedy się uczysz, albo oglądasz jakieś dziwne filmy w necie. Technika wizualna daje nam popalić i pogrążamy się w pewnej wizji, albo futurystycznej, albo wybiegamy w ślepą przyszłość, która może okazać się zgubną czasami. Kiedy zaczniemy myśleć ot tak, jak nasi rodzice z tradycjami. Czy ktoś trochę od nich zapamiętał?

Country po naszemu

Pewien nasz piosenkarz i fajny gitarzysta powiedział, że ma dość country w Mrągowie, bo to komercjalne się zrobiło i w zasadzie mało muzyki, tylko kabarety, by przyciągnąć jak największe grono ludzi. Wydaje mi się, że miał rację. Lecz przypadkiem byłam w małym mieście i zobaczyłam pełne szaleństwo w tym temacie. Ludzie tańczyli w małym parku przy estradzie, uśmiechali się i żyli chwilą przy muzyce. Muszę przyznać, że był to cały Weekend dla nas-człowieczków z muzyką i myślę, że wspaniały pomysł na spędzenie paru dni w klimacie innej muzyki z gwiazdami. I to mi się osobiście podoba. Wytańczyłam się po amerykańsku, poznałam świetnych ludzi i wiem, że tak też można przeżyć swój urlop.

Projekt doświadczalny

Projektem doświadczalnym nazywam coś, co muszę ugotować, a namieszane w lodówce i trzeba coś zrobić.

Zdarzyło mi się, że kupiłam pierś z kurczaka z przeznaczeniem na kotlety panierowane, ale sklepy zamknięte, a ja bez bułki tartej. A co mi tam. Poryłam w tej lodówie i widzę: mam boczek do jajecznicy. No to kotlety rozbiłam, do środka jajecznica z dymką, ale nadal mi było mało, więc wyjęłam boczek, na patelni trochę kosteczka z boczku, szpinak, trochę soli i pieprzu, cebula i czosnek no i połączyłam z jajecznicą. Wymyśliłam sobie tak: Na każdy kotlet położyłam sobie tą mieszankę, a resztą boczusia zawinęłam i usmażyłam na patelni takie ruloniki. Kurczę, projekt doświadczalny smakował naprawdę ciekawie.