Ciuchy i my

U nas w kraju ubieramy się przeważnie „normalnie” w stosunku do pracy, do wykonywanego zawodu i na ulicy w miarę modnie i wygodnie. Ciekawe jest, że np. w Niemczech spotykamy różnych ludzi różnie ubranych. Jest to oprócz „normalnych” ciekawa kolekcja kolorów, strojów i tendencji. Fajnie się to ogląda na ulicy i nawet można podejrzeć kilka ciekawych połączeń, które potem można wykorzystać w kraju i nadać sobie troszeczkę inny styl we własnym ubiorze. Zawsze takie rzeczy należy obserwować i wyciągać wnioski dla siebie. Przynajmniej możemy nawet zmienić swój własny image. Powodzenia w obserwacjach, bądźmy detektywami w akcji!

Wyjazd za granicę i dieta

Wyjeżdżając za granicę zawsze mamy możliwość poznania innych dań, albo w ogóle jedzenia na co dzień. Np. w zależności od upodobań jemy na śniadanie płatki, bułkę z kremem czekoladowym, chleb z kiełbasą, czy szynką, albo owsiankę. Gdzie indziej to może być (przykładowo Francja) bagietka, croissant z marmoladą i kawą. W Niemczech bułka też na słodko lub sucha, łamana do jogurtu, albo smarowana masłem i podana z wędliną. W przypadku obiadu, tutaj raczej jada się warzywa gotowane i można się naprawdę zdziwić, że niektórzy w ogóle nie lubią surówek tak, jak u nas w Polsce. Zadziwia mnie to i czasami drażni. My tu chcemy jeść w pracy jako opiekuni czasami coś zielonego, a musimy gotować i nie mieć witamin.

Coś tam za granicą…

No dobra, wyjeżdżamy i zastanawiamy się co nas po drodze nawet spotka. Potem trzeba dotrzeć i zobaczyć na czym stoimy. Zazwyczaj wyjeżdżamy do Niemiec do pracy jako opiekunki. Trzeba poznać miejsce i nowych podopiecznych. Każdy taki wyjazd, to znak zapytania i tylko wracając z powrotem martwimy się już tylko transportem i tym, czy nasza praca została dobrze wykonana. No i mamy. Zawsze nerwy, czy dojedziemy, albo czy nowe miejsce będzie dla nas łaskawe i ludzie też? Ale w sumie warto zawsze wyjechać, zwiedzić coś ciekawego, poznać ludzi na miejscu i się z nimi zaprzyjaźnić. Więc kochani pracownicy, czy turyści niech będzie dobrze!

Ślubna opiekunka

Tak się często wydaje, że jedziemy do innego kraju i spotykamy różnych ludzi. Wiadomo, jak jedziemy to bus, czyli ludzie, na miejsce to ludzie, po drodze ludzie. Można też po drodze spotkać kogoś, kogo polubimy z wzajemnością i rozwija się uczucie. No niby mamy zlecenie, ale życie lubi płatać figla i jak to ludzie zakochujemy się w końcu i mamy plany na przyszłość. W przypadku facetów i to nawet z innego kraju też się liczą oświadczyny i ślub. My mamy w głowie to samo i wtedy się zaczyna. Musimy ustalić listę gości, wysłać zaproszenia, znaleźć knajpę, muzykę, garnitur i sukienkę. To i tak jest obojętne, gdzie ceremonia się odbędzie, bo tak będzie ślubowanie i nie ważne gdzie.

Miejsce

Chyba bardzo ważne jest to, że kiedy wyjeżdżamy na Stellę, musimy się dowiedzieć, gdzie tak naprawdę musimy dotrzeć i co wykonywać na miejscu. Dlatego kontakt z firmą, pytania przez telefon i upewnienie się, że w ogóle możemy wyjechać. Dla mnie osobiście jest to normalnie jazda rockowa bez trzymanki. No bo jak firma może wypuścić takiego „jelenia” bez „obsługi”. A czasami tak się zdarza. Byle by tylko zarobić pieniążki od zleceniodawcy. Nikt chyba jakoś nie interesuje się, czy taka opiekunka lub opiekun dają sobie radę. Ale w zasadzie miejsce jest miejscem i każdy musi je poznać sam a także panujące tam czy tradycje, czy porządek pracy, albo jak to robić?

Nowe

Wyjazd do Niemczech jako opiekunka ludzi starszych i to pierwszy raz, dostarcza mnóstwa emocji, bo przecież trzeba dojechać na miejsce i zapoznać się ze szczegółami, które będą nas obowiązywać. Dopiero po jakimś tam czasie zaczynamy jakoś sprzęgać w trybikach i robić to, co do nas należy. Wszystkie nerwy wiążą się do społu i próbujemy jakoś dać sobie radę. Ale w zasadzie jest to dla nas wielki stres i ciągła uwaga na to, co robimy. Przecież chcemy pracować, jak najlepiej umiemy i ogarnąć wszystko na miejscu. Czasami bywa trudno, bo różni ludzie i różne potrzeby. Pewnie każdy za pierwszym razem wpada trochę w panikę, ale człowieku nie bój się, dasz radę!

Sąsiedzi

Jeżeli pracujemy jako opiekunka w Niemczech, to warto mieć kontakt z sąsiadami mieszkającymi obok. Ja miałam taką możliwość i troszkę skorzystałam z ich pomocy. Kiedyś nawet miałam sympatycznego sąsiada z którym się zaprzyjaźniłam. Mieszkał obok mnie. Jeżeli się o coś zapytałam to udzielał mi rad lub dawał wskazówki, albo mówił gdzie coś jest i co mogę w dniu wolnym zwiedzić. Było to bardzo miłe. Zdziwiło mnie, kiedy ponownie przyjechałam. Bardzo się cieszył. Ja za to spryciula wzięłam ze sobą kiełbasę tzw. „słoikówkę” domowej roboty i mu podarowałam, bo w końcu mieszkał sam. Na drugi dzień pięknie mi dziękował, że wlekłam to 800km, a w słoiku nie było już za dużo. Jednak polskie wyroby, to polskie wyroby.

Polacy

Gdzie Polaka nie wyślesz, to zawsze coś będzie kombinował, by na swoje wyjść. Ale kiedy spotykamy „naszych”, to zawsze mamy odruch odezwania się, czy to w markecie, czy nawet przypadkowo na ulicy. Chcemy się porozumieć po niemiecku, a ludzie mówią, żeby się nie męczyć, bo oni mieszkają co prawda na stałe, ale język pamiętają. Miłe to wtedy jest, a przy okazji można się nauczyć relacji „tubylczych” na miejscu. Jest także to, że możemy się zapytać: Jak tu jest? Wyjaśnią wszystko i to nam daje pewne zasady działania w jakimś mieście. Nie powiem, że Niemcy patrzą na nas – opiekunów z Polski niełaskawie, ale ja się z tym nie spotkałam ani razu.

Schemat

Jakoś tak kiedy pracujemy jako opiekuni ludzi starszych w Niemczech, posługujemy się pewnym schematem postępowań. Wiadomo, śniadanie zrobić, przed nim umyć delikwenta. Potem albo ćwiczenia lub wizyta pielęgniarki. Potem jak zwykle powolne szykowanie produktów do obiadu lub coś innego w zależności w jakim schemacie się poruszamy. Rygor i tak czujemy, bo przecież jesteśmy odpowiedzialni za życie człowieka i nie jest to takie odfajkowanie roboty, przynajmniej ja tak to odczuwam. Każdy bowiem człowiek zasługuje na miano tego człowieczeństwa i z tym się trzeba liczyć.  Musimy pomóc, bo rodzina chce, ale zawsze chyba należy się zgadzać z podopiecznym.

Na świecie

Musimy jakoś być na TOP-ie i jakoś sobie radzić. Pewnie dlatego oglądamy wraz z podopiecznymi wiadomości i inne programy, czy filmy wraz z nimi. Oprócz tego, że się nimi opiekujemy, to w sumie uczymy się i języka i tego, co nasi chorzy potrzebują. Ich smaków, potrzeb, informacji w kupionych gazetach, ich sposobów na życie i ich zainteresowań. Fajnie jest, gdy mogą jeszcze chodzić i pokazać, co robią. Jeśli nasze zainteresowania są wspólne, to nawet nie jest ważne, czy się nimi interesujemy, to zupełnie inaczej jest poznać kogoś, kto podziela nasze hobby, albo rycie nawet w warsztacie. To jest wtedy ważne i dla nas i dla drugiego człowieka. Uczymy się..