Weźta sobie

Zdarza się, że  mamy wszystkiego dość i mówimy: Bierzta, co chceta i wypad mi tu z baru, no nie mam racji? Często, jak ktoś jest zmęczony, to przy obudzeniu tak mówi i osobiście dla mnie jest to po prostu normalne. Zastanawiam się, jak my żyjemy, pracujemy, skąd mamy siły na wszystkie nasze potrzeby, pracę, obowiązki domowe i inne zainteresowania, które robimy po nocy i swoje pasje. No kurcze, czas ucieka, a my gonimy każdą minutę, nie patrząc, że nam się czas przelewa przez ręce, jesteśmy coraz starsi. Czy życie polega na tym, by dzieci, rodzina, praca nami rządziły? kurka, no nie wiem. Może ktoś mi powie?

 

In good Time

Niby w dobrym czasie, ale czy poprawnie napisałam w tytule? I tak ludzie się uczą języków. No bo jak inaczej, jak nie ma kasy? Pytanie za 100 punktów i zatemperowane kredki. Także przeciąganie drzewa wyrąbanego siekierą w Chinach. Niedawno widziałam takie zawody. Nawet nie pomyślałam, że to są zawody coroczne, no bo skąd? Po prostu, jak nie możesz spać to wtedy się uczysz, albo oglądasz jakieś dziwne filmy w necie. Technika wizualna daje nam popalić i pogrążamy się w pewnej wizji, albo futurystycznej, albo wybiegamy w ślepą przyszłość, która może okazać się zgubną czasami. Kiedy zaczniemy myśleć ot tak, jak nasi rodzice z tradycjami. Czy ktoś trochę od nich zapamiętał?

Country po naszemu

Pewien nasz piosenkarz i fajny gitarzysta powiedział, że ma dość country w Mrągowie, bo to komercjalne się zrobiło i w zasadzie mało muzyki, tylko kabarety, by przyciągnąć jak największe grono ludzi. Wydaje mi się, że miał rację. Lecz przypadkiem byłam w małym mieście i zobaczyłam pełne szaleństwo w tym temacie. Ludzie tańczyli w małym parku przy estradzie, uśmiechali się i żyli chwilą przy muzyce. Muszę przyznać, że był to cały Weekend dla nas-człowieczków z muzyką i myślę, że wspaniały pomysł na spędzenie paru dni w klimacie innej muzyki z gwiazdami. I to mi się osobiście podoba. Wytańczyłam się po amerykańsku, poznałam świetnych ludzi i wiem, że tak też można przeżyć swój urlop.

Projekt doświadczalny

Projektem doświadczalnym nazywam coś, co muszę ugotować, a namieszane w lodówce i trzeba coś zrobić.

Zdarzyło mi się, że kupiłam pierś z kurczaka z przeznaczeniem na kotlety panierowane, ale sklepy zamknięte, a ja bez bułki tartej. A co mi tam. Poryłam w tej lodówie i widzę: mam boczek do jajecznicy. No to kotlety rozbiłam, do środka jajecznica z dymką, ale nadal mi było mało, więc wyjęłam boczek, na patelni trochę kosteczka z boczku, szpinak, trochę soli i pieprzu, cebula i czosnek no i połączyłam z jajecznicą. Wymyśliłam sobie tak: Na każdy kotlet położyłam sobie tą mieszankę, a resztą boczusia zawinęłam i usmażyłam na patelni takie ruloniki. Kurczę, projekt doświadczalny smakował naprawdę ciekawie.

Seks i chorągiewka

Zadzwoniłam do lekarza, żeby wypisał mi receptę na leki. Konsterna wielka, ponieważ proszono mnie o rocznik. No to daję sześć na dziewięć i mówię, że taki seksowny. Ktoś przynajmniej w tej przychodni się kapnął. A ja nie wytrzymam bez robienia sobie żartów i mówię do mojego chłopa, że on ma także niezły rocznik, bo sześć jeden i mówię: Słuchaj, ty masz taki seksistowski rocznik, bo jak Ci się uda, to możesz zaliczyć chorągiewkę, jak w golfie. Tylko, żeby mu piłeczka wpadła do dołka, a kijem to ja już się nieźle zajmę… Opieka przecież to mój obowiązek. Damy radę.

Ale recepta jutro będzie.

Kup chłopu kolejkę

Zazwyczaj facet kupuje kolejkę, by się nią bawić. Dziecko ważne niby, ale jaka frajda! Oficjalnie dla dziecka, nieoficjalnie dla tatusia. Radość jest z tego, że złoży i kochany tatuś błyśnie przed latoroślą.  No normalnie (jak to niektórzy mówią) „Toś to siok!” I tak właśnie szanowni panowie robią, ale nieźle im to widocznie wychodzi, albo się mylę?

Też bym tak chciała. Kupić sobie lalkę dla córki i się nią bawić. Tak….., tylko kto ugotuje obiad, posprząta, wypierze i wyprasuje? Niestety, faceci chyba mają od nas lepiej i zastanawiam się, czy jestem jego matką, czy jego opiekunką???

Głupota totalna, ale chyba z tego składa się życie? Kurde, nie wiem…

Hej chłopy do roboty!

Osz kurde! Dwa chłopy się dobrały i masz tu babo placek. Ja tu, kurde zapierdziulam, a oni gadają, jak przekupki na targu. Normalnie się pochlastać (tak się mówi?). No jak się takich dwóch delikwentów widzi przy browarku, to nie bardzo wiem, czy walnąć w ten głupi łeb każdego z osobna, czy walnąć oba łby razem. No normalnie „nocne Polaków rozmowy” doprowadzają mnie do szału, bo to ja muszę pilnować do niewiadomej godziny zamknięcie domu na tzw. „kłódkę”. No muszę przyznać, że chłopaków to chyba trzeba włożyć do chłodni, by ostygli i jeszcze dać im pizzę na miejsce, a jeszcze nie widziałam, żeby ktoś wcinał mrożonkę na śniadanie…. Ale jak tak ma być, to niech sobie działają.

Dzielić się z ludźmi dobrym słowem

Należy zawsze przy zwykłym „Dzień dobry” zapytać, jak zdrowie, czy wszystko w porządku, albo czy coś się dzieje, bo mina nietęga…

Ja staram się dbać o ludzi i oni wiedzą, że zawsze mówię szczerze i nie plotkuję, ponieważ jest mi to do szczęścia zupełnie niepotrzebne, a oni dobrze o tym wiedzą. To dobry przykład na istnienie w społeczności, nie wychylanie się i spokojny żywot. Może się mylę, ale chociaż narzekam, że od „dzieńdobrania” szczęka mnie boli, to w sumie jestem szczęśliwym człowiekiem na tej planecie. Dobre słowo powoduje, że i inni są także tacy fajni, a czasami nawet pomagają bezinteresownie. Miejcie takich ludzi wokół siebie, kochajcie ich, a zobaczycie, że życie będzie przebiegało zupełnie  inaczej. Szacunek musi być! Tak się nauczyłam!

Zamotać się pięknościowo

Byłam ostatnio w markecie i patrzę na paragon. A był tam napisany adres: Motaniec Kobylanka. I teraz nie wiem, czy się zamotać, czy kobyłka u płotu, bo lubię się bawić słowami. Zawsze mam jakieś skojarzenia i czasami wychodzą z tego niezłe zdarzenia. W moim markecie dobrze mnie już znają, bo wycinam niezłe numery. Zawsze sprzątam pozostawione paragony na taśmie, bo przecież ekspedientki nie mają rąk na 1,5 metra,  no to pomagam, chociaż oficjalnie nie wolno, ale jak widzę, co się dzieje, to (stety) wkraczam w akcję i reaguję, no taki mój zwyczaj i niestety nic na to nie poradzę. Dobry sposób, żeby zrobić dobry uczynek, a codziennie trzeba wykonać jeden! Pamiętajcie!

Palące gacie

Poli się we flaszce mojego „Chłopa-Jełopa”. Ekscytujące! Jestem tylko ciekawa, czy oddzieli to, co się pali od tego, co się nie pali, żeby się nie zapaliło to, co się nie pali od tego, co się pali. W gaciach pewnie też, bo akuratnie chleje. Facet chlejący w końcu jest spokrewniony ze świnią, a facet, to świnia. Ciekawa jestem, czy wziął zapasówki, bo jest u własnej rodzinki. Dzisiaj świruje rodzinnie i jestem ciekawa, czy zapłacił 300EU za nocleg na polskim Tajwanie w pięknym hotelu? Może jakoś łoi futurystycznie? Tylko słyszałam, że zadowolony, ale jak to czasami się mówi „Si kalafą”….Mam tylko nadzieję, że gacie wytrzymają w szwach, no chyba, że podczas imprezki się totalnie spalą…