Schemat

Jakoś tak kiedy pracujemy jako opiekuni ludzi starszych w Niemczech, posługujemy się pewnym schematem postępowań. Wiadomo, śniadanie zrobić, przed nim umyć delikwenta. Potem albo ćwiczenia lub wizyta pielęgniarki. Potem jak zwykle powolne szykowanie produktów do obiadu lub coś innego w zależności w jakim schemacie się poruszamy. Rygor i tak czujemy, bo przecież jesteśmy odpowiedzialni za życie człowieka i nie jest to takie odfajkowanie roboty, przynajmniej ja tak to odczuwam. Każdy bowiem człowiek zasługuje na miano tego człowieczeństwa i z tym się trzeba liczyć.  Musimy pomóc, bo rodzina chce, ale zawsze chyba należy się zgadzać z podopiecznym.

Na świecie

Musimy jakoś być na TOP-ie i jakoś sobie radzić. Pewnie dlatego oglądamy wraz z podopiecznymi wiadomości i inne programy, czy filmy wraz z nimi. Oprócz tego, że się nimi opiekujemy, to w sumie uczymy się i języka i tego, co nasi chorzy potrzebują. Ich smaków, potrzeb, informacji w kupionych gazetach, ich sposobów na życie i ich zainteresowań. Fajnie jest, gdy mogą jeszcze chodzić i pokazać, co robią. Jeśli nasze zainteresowania są wspólne, to nawet nie jest ważne, czy się nimi interesujemy, to zupełnie inaczej jest poznać kogoś, kto podziela nasze hobby, albo rycie nawet w warsztacie. To jest wtedy ważne i dla nas i dla drugiego człowieka. Uczymy się..

Kontakt

Zawsze musimy brać pod uwagę, że jadąc do pracy jakiejkolwiek musimy przystosować się do warunków w pracy i kontaktu dobrego z innymi ludźmi. Od początku wiemy, jaki kontrakt podpisujemy i co będziemy robić. Dopiero na miejscu naprawdę dowiadujemy się, czy idziemy do sprzątania, czy opieki nad chorymi, czy naprawdę znamy język i potrafimy się komunikować. Częstym wyjazdem jest podróż do Niemiec, bo najbliżej i często jako opiekunowie ludzi starszych. W zależności jak trafimy, to okazuje się to trafnym wyborem, bądź męczarnią i nerwy nam wtedy puszczają. W sumie akurat w tym wariancie to zawsze jest wielka loteria. Trzeba jednak sobie radzić.

Po Świętach

Normalne, po tych dniach przygotowań i szaleństwach można troszkę odpocząć. Niby w zasadzie przyjęło się gości, Wigilię z opłatkiem też, ale co potem? Potem właśnie zostają nam resztki, które trzeba odpowiednio wykorzystać. To w sumie nie jest proste, bo trzeba na to spojrzeć innym okiem. Nawet nie jest ważne, co mamy zrobić, a zrobić trzeba. Więc do pracy. I znowu zaczyna się ten cyrk w kuchni i nawet przygotowania do Sylwestra, bo wtedy i tak trzeba jeść. Dobrze, że o 6-ej rano nie trzeba odśnieżać, bo w tym roku akurat jest ciepło i nie musimy się martwić. Ale robota jest. Powodzenia innym!

Polonusy

Przeważnie myślimy, że Polonusy są tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie ich centrum to Chicago. Ale „nasi” są praktycznie wszędzie. Ja osobiście mam znajomego, który był wiele lat w Australii. Na „stare lata” powrócił do PL-u z pięknym dorobkiem swojego życia. Wrócił do swojego ukochanego miasta za którym tęsknił tak czy owak. Wiadomo, że człowiek jest gdzie indziej, ale sercem jest tam, gdzie się wychował. Miło mi było go po latach spotkać i powspominać stare czasy i wysłuchać opowieści z dalekiego kontynentu. Tak samo chyba jest w Niemczech. Niby jedziemy goniąc za pracą, ale praca pracą, a tęsknota robi swoje. Jest to bardzo trudna sytuacja.

Operacje

Mamy różne operacje: bankowe, w szpitalu, na giełdzie czy operacje międzyludzkie. W sumie to chyba wszystkim można w jakiś sposób operować, nawet dźwigiem na budowie. Ale ważne są chyba kontakty międzyludzkie jako prędzej „kooperacja” a nie operacja. Dobry kontakt z człowiekiem w formie nawet pomocy sąsiada, czy pomaganie sobie w Niemczech, kiedy albo inni mają kłopoty, albo my. I tutaj mamy także piękną formę opieki i możemy dać komuś coś od nas. kiedyś zdarzyło się, że pozorna sympatia rodziny podopiecznego kazała się wynosić opiekunce, bo była posądzona o kradzież, której nie zrobiła. Prawda wyszła na jaw, opiekunka dostała pieniądze w formie przeprosin, ale gdyby nie przyjaciele, to nie wiadomo, jak by to się skończyło…

Dojazdy i my

Musimy dojechać do pracy, albo jako opiekunka czy opiekun ludzi starszych, albo w jakimś innym zawodzie. Zawsze jest problemem w jaki sposób mamy dojechać na miejsce? Wybieramy sobie wtedy dojazd przez autobusy czy pociągi, lub dzwonimy i jedziemy na zasadzie „od drzwi do drzwi”. Wydaje mi się, że chyba ta druga opcja jest lepsza. Sama miałam taką okazję i powiem, że „chłopaki” byli niesamowici. Nawet jak chciałam pomóc im w pakowaniu we dwójkę, to stawiali opór, a ja chciałam tylko tak dla ich zdrowia. No nic, trzeba było się odsunąć i nic więcej. Szkoda mi ich tylko, bo pewnie szybko mogą iść na rentę.

Podopieczni i dzieci

Jest nie raz tak, że dzieci mieszkają u dziadków, bo nie mają innej możliwości. Tutaj jest pewien problem, ponieważ jeśli jeśli jesteśmy jako opiekuni w Niemczech, to nagle okazuje się że mamy jednak trochę więcej do roboty. Wiadomo, śniadanie nie robi się tylko dla siebie i osoby chorej, ale także dla dzieciątek mieszkających na miejscu. Jest to dosyć ciężko zrobić, bo podopieczny potrzebuje innego jedzenia aniżeli dzieci. Przecież oni mają swoje smaki i wtedy zaczyna się niezła jazda. Tutaj osobno i tutaj osobno. W końcu jesteśmy zatrudnieni do opieki przy osobie starszej, a nie w szkole. No i potem wychodzą takie kłopoty. Co na to rodzice?

Festiwal impro…

Nawet nie wiedziałam, że co roku w Krakowie odbywa się Improfest Festiwal. Chodzi tu o to, żeby improwizować na scenie. W zasadzie może tu brać udział każdy z fantazją w głowie, czy jako aktor, czy jako początkujący kabareciarz. Bardzo mi się to podoba i zresztą sam pomysł jest, jak dla mnie trafiony w dziesiątkę. Ale jak się jest 800km poza domem, to trudno ruszyć w drogę, by to obejrzeć. Często mam wrażenie, że jako opiekuni to też w zasadzie mamy taki teatr, ale za granicą i przy pracy. Albo musimy trochę oszukiwać chorego, albo jego rodzinę. Zasada tylko nr1 nie kłamać i nikogo nie krzywdzić.

Jesień i kasztany

Bardzo ładna pora roku, bo kolorowa i te szeleszczące liście pod nogami. Jak mogłam wyjść w trakcie pauzy na spacer, jako opiekunka, to to uwielbiałam. Szczególnie, jak była piękna pogoda. Po drodze znajdowałam też kasztany. Zbierałam je, bo przypominały mi czasy dzieciństwa, kiedy robiło się z nich ludziki. Ale już jako osoba w pracy, to zbierałam je dla podopiecznego, bo słyszałam, że podkładając je pod łóżko, to tak kręgosłup nie boli. Faktycznie, jakoś to chyba zdawało egzamin, bo faktycznie czuł się lepiej. Muszą widocznie mieć jakąś energię naturalną. Zresztą sama nosiłam dwa w kieszeni i też robiło mi to dobrze.