Harry Potter i my

Często mamy okazję oglądać film z Harrym Potterem. Zastanawiamy się, czy ma to coś wspólnego z naszą pracą, jako opiekuni. Czasami zastanawiamy się, czy nie można mieć takiej różdżki, która by nam pomogła w pracy. Niestety musimy pracować jak zwykle i mamy do wykonania swoje zadania i nie ma zmiłuj się. Ale taka rzecz by nam się przydała i w ciągu chwili pozwoliła by nam zrobić to, co musimy. Rzeczy codzienne to standard i musimy się do tego stosować. Rodzina i tak będzie patrzyć nam na ręce. Szkoda, że nie mamy takiej możliwości, by przez czarodziejską różdżkę zrobić coś fajnego dla chorego.

Dźwiganie i opieka

Przypomniał mi się skecz Laskowika i Smolenia o szkole. Porównali wtedy naukę i późniejsze zajęcie. Często w pracy, gdzie muszę chorego dźwigać, to mi się przypomina tekst: „Nie chciało się dźwigać teczki, trzeba dźwigać woreczki”, albo ” Się chciało chodzić na wagary, teraz trzeba dźwigać ciężary” . Ja nie wiem, jak oni te teksty pisali, ale na te lata to były hity i stanowili po prostu podstawę kabaretu polskiego. Zresztą do dzisiaj ich pamiętamy. Laskowik potem został listonoszem, ale przynajmniej został człowiekiem wspaniałym i w sumie można stwierdzić, że na pewno dostarczał ludziom nie tylko przesyłki, czy listy, ale także dobre słowo i śmiech dla ludzi.

Lombard i my

Pomimo tego, że pracujemy w Niemczech, to czasami zaliczamy lombard. A dlaczego? Musimy spłacać kredyty, a taka pensja wobec tego „kataklizmu” to niestety nie jest mały pikuś przed śniadaniem. Nerwy są i trzeba sobie jakoś radzić. Najgorzej, jak jesteśmy zmuszeni sprzedać nasze drogie, sentymentalne rzeczy. To strasznie boli nas w środku, ale niestety życie jest brutalne i się z nami nie pieści. Smutne jest tylko to, kiedy na ladę kładziemy nasze pamiątki rodowe lub nasze kolekcje, zbierane przez lata, lub coś drogiego, co dostaliśmy swego czasu w prezencie.  No czasami życie płata nam takie figle i jakoś trzeba sobie w tym życiu radzić.

opieka i szpital

Nieciekawie jest, kiedy nasz chory trafia do szpitala. Na szczęście szpitale w Niemczech mają dobrą opiekę. Gorzej tylko na początku. Trzeba zawiadomić jednostkę ratunkową, przygotować wszelkie papiery, ew. zestaw leków w pudełku, a potem samemu dojechać do szpitala i jeszcze znaleźć oddział, na którym leży nasz podopieczny i w międzyczasie powiadomić rodzinę. Dobrze by było, gdybyśmy spotkali się z nimi pod szpitalem. Wtedy łatwiej jest także wytłumaczyć, że to my będziemy chorego odwiedzać, bo rodzina w pracy. Ale w sumie my też jesteśmy w pracy i w zasadzie to nie jest nasza rodzina, ale czy komuś z rodziny przyszło chociaż raz zwrócić na to uwagę?

Nie truj

Można prosić faceta o kasę. Ale jak się nie zgadza, to trzeba go postawić przed faktem dokonanym i rzucić mu rachunki pod dziobaka. Ja myślę, że taki sposób jest najlepszy. Chłopy to myślą, że jak baba pracuje jako opiekunka i zarabia, to można sobie dać luza i wykorzystuje sytuację. Kwestia określenia się i stanowczo postawić sprawę. Bo albo albo. No tak się nie robi, przynajmniej ja tak uważam. Każdy pewnie myśli, że kobieta będzie zapierdziulać, a oni tylko będą czekać, by jakoś się odpimpać i mieć serdeczny spokój. Nie znoszę takich typów. Ja nie wiem, czy wyjść za mąż, czy jeszcze poczekać?

Weź w troki

O cztery litery trzeba dbać. Nie dać się i walczyć do końca. Wiadomo, że mamy takie różne, różniaste rzeczy, co mogą nam uprzykrzyć życie. Wiadomo o co chodzi? Hemoroidy. Jest to przypadłość, która daje nam do wiwatu. Niestety na Stelli można się nieźle namęczyć, jak nie mamy szybko jakiegoś preparatu, czyli tabletek, czy maści, które uśmierzą nasz ból i swędzenie. No głupie to może być, ale kto tego nie przeżył, to nie będzie wiedział, jak to jest. Ja się z tym spotkałam, jako opiekunka i trafiłam na zmienniczkę, która się wychlapała. Zrobiłam okład z cebuli i dało się to załagodzić. Czyli weźcie d…. w troki i do przodu!

Policja i praca

Każdy jest wystraszony, kiedy pracuje jako opiekun ludzi starszych  i spotyka policję, bo zawsze ma wrażenie, że albo ktoś doniósł, bo praca legalna, albo są sceptyczni co do nas i zwracają uwagę, czy wszystko jest w porządku. Dla nas opiekunów jest to stresujące i nerwy musimy mieć na postronkach, by jakoś udowodnić naszą wiarygodność, że mamy umowę, że nikomu nie robimy krzywdy i nie okradamy np. naszych podopiecznych. Policja, jak się uprze to będzie drążyć i drążyć. Ale zdarza się, że panowie z policji są naprawdę fajni i sympatyczni i starają nam się pomóc, bo potrzebujemy pomocy. Chłopaki są jednak super!

Kontakt z „ludziem”

Porozumiewanie się z ludźmi jest bardzo ważne i na co dzień i od święta. Doświadczyć tego można, kiedy pracujemy za granicą. Jest to bardzo ważna sprawa i tylko od nas zależy, jak to będzie wyglądać i czy na to jesteśmy przygotowani. Wiadomo, że musimy w pracy porozumiewać się w obcym języku i jeszcze na dodatek być miłym, uprzejmym i pracowitym. Jednak spotykając się z innymi ludźmi, także musimy zachowywać się naturalnie, nie oszukiwać, mówić szczerze o sobie i jakoś chyba wtedy swobodnie nawiązujemy kontakty z przygodnymi ludźmi spotkanymi nawet na ulicy. Kiedy jesteśmy opiekunami, także wypada być takim człowiekiem. Zresztą nigdy nie wiadomo, co nam się przydarzy?

Pomoc i strach

Miałam kiedyś takie zdarzenie, że w markecie na zakupach trzeba było pomóc człowiekowi. Na nieszczęście nie umiałam robić zabiegu resustytacji, ale podbiegłam i zaczęłam cokolwiek działać, bo nikt nie chciał pomóc. No to sprawdziłam puls i krzyczałam, by ktoś wezwał pomoc. Na szczęście ktoś się znalazł i potem było już z górki. Pogotowie przyjechało i już się przestałam bać. To trudne w ogóle podejść do człowieka,kiedy się coś dzieje i wykonać cokolwiek. Tym bardziej za granicą, kiedy np. mamy znajomość w stopniu komunikatywnym tylko. Lecz zawsze się boimy, czy nie przyczynimy się czasami do dodatkowej krzywdy. Moje zdanie: podejść i walczyć!

Śpiewanie sobie

W pewnym kabarecie miano zaśpiewać piosenkę i w ramach chóru występowało dwóch kolegów z kabaretu. Facet miał zaśpiewać „Jaskółkę” Stana Borysa, a reszta miała śpiewać końcówki. Wychodziło to tak, że facet zmienił tekst na „Kukułkę”. On tak:” Kukułkaaaaa jaja podrzucaaaa”. Oni zaś tylko to „aaaaaaa”. Naprawdę śmieszne to było i podziwiałam fantazję wykonawców. Jak oni to robią, ze tak się odnajdują na scenie i na dodatek potrafią rozśmieszyć całą publiczność gagami i nawet swoimi ruchami, by wszyscy byli praktycznie popłakani ze śmiechu? Zazdroszczę takim zdolnym ludziom, choć zawód jest w sumie ciężki.  Ja też się staram, ale to nie jest półgodzinny występ hehehe.