Czuć się hakerem

Czuć się, jak haker, co ma dostęp do WiFi to nie lada wyczyn. Hakują na każdy sposób, tylko kwestia, po co im to? Wychodzi na to, że adrenalina daje o sobie znać i rodzą się  przez to takie chodzki-klocki i robi się zadyma. No ale są takie dorodne „sztuki”. My czasami za granicą musimy negocjować, by nawet mieć dostęp do internetu i chociażby zapłacić swoje własne rachunki. Chyba dlatego jesteśmy takimi, cichymi hakerami, co chcą walczyć o swoje, ale w sumie dlaczego za nasze pieniądze. No dziwne to i poważnie rzecz biorąc nawet nieetyczne. Czyżby tak należało robić. Nieciekawie to wygląda…

Opieka i sprzątanie

Będąc opiekunem nie tylko mamy dbać o chorego, ale zawsze także mamy inne, dodatkowe obowiązki. Trzeba zrobić pranie i prasowanie, gotowanie i utrzymanie porządku. Wychodzi na to, że oficjalnie mamy się opiekować delikwentem, ale do tego dochodzi ta reszta i okazuje się, że stawka godzinowa wychodzi wyższa niż w zasadzie nam obiecano. Człowiek się wkurza i próbuje cokolwiek zdziałać, a i tak rodzinka nie jest zadowolona i próbuje za wszelką cenę pogrążyć nas w firmie. Moim zdaniem jest to nieuczciwe i nawet karygodne, bo umowa umową, a realia bywają czasami naprawdę niewiarygodne do zrozumienia. Czy kiedyś się to zmieni?

Komputer i my

Granie na komputerze nieźle wciąga i powoduje, że zjawia się uzależnienie od kontaktu. Znam takich, którzy najlepiej to by wykonywali wszystko wirtualnie. Wychodzi potem, że w domu nic nie zrobione i my-kobiety musimy przejąć robotę. To co? Wirtualna rzeczywistość, czy życie realne? Powinno się powiedzieć: „Ja sobie umyję nogi, ale ty będziesz ubogi”. Naprawdę sama tego nie znoszę i myślę sobie, że trzeba to pioruństwo wywalić przez okno i w porząsiu. No naprawdę to żenada, jak facet siedzi, albo gra na kompie i ma wszystko, jak mówił zawsze mój ojciec: „w życi”. Chyba miał rację, a ja serdecznie popieram.

Faceci i my

Faceci to mają zawsze widzimisię. Każdy chce czegoś, a nam kobietom chodzi w sumie o opiekę nad nami i to, by mieć wsparcie w życiu. W zasadzie sobie radzimy jako kobiety, ale jak tu sobie radzić bez pomocy? Dusza, a nie robota. Wiadomo o co biega, lecz mam nie raz wrażenie, że faceci to jednostka specjalna i egoistyczna, żeby nie powiedzieć, że egotyczna. Mają o sobie wielkie mniemanie, ale to my musimy sprawiać, żeby w ogóle coś robili. Nie mówię tutaj o normalnej pracy, ale pracy w domu, we dwójkę, na spółkę. No chyba kobietom się to należy?

Prawo jazdy

Co zrobić z prawem jazdy? Normalnie. Najpierw trzeba je zrobić, potem zdać egzamin i jeśli mamy własne auto, no to powoli ćwiczyć, tylko nie ryzykować. Na pewno znajdzie się jakiś plac manewrowy lub miejsce, gdzie można ćwiczyć. Może potem uczyć się w mieście, gdzie ruch nie jest duży, a my możemy się jakoś dokształcić. Nie zawsze nam to wychodzi, jako świeżo upieczonym kierowcom, ale jak mówią: ćwiczenie czyni mistrza. Dochodzi także opieka nad naszym samochodem, bo przecież trzeba go odkurzyć, wyczyścić i umyć. Ważne chyba jest to, żeby jazdę, i dbanie o auto współgrało razem i normalnie funkcjonowało. No to co? Jedziemy!

Seks i my

No jest nie raz tak, że nam się ma i grzeszymy na imprezie gdzieś tam w łazience lub na zewnątrz. Ja nie mam nic przeciwko, skoro każdy jest dorosły. O Matko, kiedyś było inaczej. Za młodu zachowywaliśmy się może rezolutnie, a teraz młodzi robią czasami, co chcą i potem jest tak, że nagle młoda dziewczyna jest w ciąży, a my musimy pomóc i swojemu dziecku i dziecku naszego dziecka. Dosłownie opieka nad takim życiem nie jest łatwa i sama ciekawa jestem, jak matki wytrzymują to i jak to przecież wygląda? Ja tak sobie myślę, że muszą mieć dużo siły i samozaparcia. Reszta, to już tylko gdybanie….

Facet i chałupa

Nie ma to , jak facet w domu, co w zasadzie nic nie robi. Jako każda baba, to bym takiego rozszarpała. No kurczę, baba się stara: obiadek pod nosem, posprzątane (a on totalna demolka), rozrzucone rzeczy i przysłowiowe skarpetki gdzieś tam leżące nie mówiąc nawet o gotowaniu „pod dzióbek”. Ludziska kochane, zamordować teraz, czy jeszcze poczekać?! My się takimi łobuzami opiekujemy, a oni tylko nas wykorzystują i czekają na gotowe. A potem gadanie: ugotowane, posprzątane, odkurzone, zrobiłaś dżem, ugotowałaś coś, uprałaś, czy siedziałaś? A jak chłop siedzi cały dzień przy kompie to ma być dobrze, co nie? A my co? Pełne gacie i notoryczne opiekunki?!

Ciasto drożdzowe

Jedynym człowiekiem, który potrafi zrobić „drożdzówę” jestem w całej rodzinie ja. Może dlatego, że jako 15-latka musiałam zarabiać ciasto z całego kilograma  mąki nieźle musiałam się namęczyć, bo w całym domu było nas z rodzicami sześcioro. Wiadomo, mama musiała mieć nad nami opiekę, a ja jako jedyna dziewczyna musiałam robić to, co zazwyczaj robi dorosła kobieta mająca rodzinę. Miałyśmy podział obowiązków i wiedziałam, że bracia nie zastąpią ojca, a ja matki, choć starałam się zastąpić też i matkę i ojca dla rodzeństwa. Stąd pewnie wzięło się zaprawianie, wykorzystanie to, co się ma w domu, ogrodzie, czy na podwórku. Pracy do dzisiaj jest huk i potrafię się podzielić nie tylko z rodziną, ale z innymi ludźmi, od których także dostaję dary ich ogrodu i domu…

Bunkier w domu

Starsi ludzie boją się obcych i ciężko się do nich dostać z zewnątrz. Gorzej, jak potrzebują pomocy i pogotowie musi się nieźle namęczyć. To jest takie przykre, bo przecież kto ma takim ludziom pomóc chociaż w jakikolwiek sposób? Przecież oni są zamknięci jak w bunkrze i weź tu człowieku wejdź i udziel pomocy i to o ile się dostanie informację. Sąsiedzi czasami się zainteresują, bo się takimi ludźmi opiekują. Dobrze czasami im dać klucze, by w przypadku zasłabnięcia, lub jak ich nie widać na podwórku lub nie odbierają telefonu, to wkroczyć do domu, powiadomić policję i pogotowie. I to wtedy nazywa się sąsiedzka pomoc i opieka!

Przygotowania na zimę

Jak już jesteśmy w temacie, to warto powiedzieć o zimie, bo jesień już mamy i Dzięki Bogu ciepłą jeszcze. Czyli teraz zaprawy, kompoty, bo w tym roku obrodziło i takie tam inne.

Ja jakoś niczego za bardzo nie musiałam kupić, bo życie samo nam przynosi coś dla nas. A szłam tylko po receptę i przechodziłam przez targowisko, które jest u nas co tydzień. Nagle patrzę, a tu karton z pomidorami i ogórkami i owocami, które ktoś zostawił. No więc co? Torba była, potrzeba zaopiekowania się i się pobrało. A co się miało zmarnować, jak już nikogo nie było? Teraz mam ogórki małosolne, przecier pomidorowy i owoce na kompocik.