Miejsce

Chyba bardzo ważne jest to, że kiedy wyjeżdżamy na Stellę, musimy się dowiedzieć, gdzie tak naprawdę musimy dotrzeć i co wykonywać na miejscu. Dlatego kontakt z firmą, pytania przez telefon i upewnienie się, że w ogóle możemy wyjechać. Dla mnie osobiście jest to normalnie jazda rockowa bez trzymanki. No bo jak firma może wypuścić takiego „jelenia” bez „obsługi”. A czasami tak się zdarza. Byle by tylko zarobić pieniążki od zleceniodawcy. Nikt chyba jakoś nie interesuje się, czy taka opiekunka lub opiekun dają sobie radę. Ale w zasadzie miejsce jest miejscem i każdy musi je poznać sam a także panujące tam czy tradycje, czy porządek pracy, albo jak to robić?

Nowe

Wyjazd do Niemczech jako opiekunka ludzi starszych i to pierwszy raz, dostarcza mnóstwa emocji, bo przecież trzeba dojechać na miejsce i zapoznać się ze szczegółami, które będą nas obowiązywać. Dopiero po jakimś tam czasie zaczynamy jakoś sprzęgać w trybikach i robić to, co do nas należy. Wszystkie nerwy wiążą się do społu i próbujemy jakoś dać sobie radę. Ale w zasadzie jest to dla nas wielki stres i ciągła uwaga na to, co robimy. Przecież chcemy pracować, jak najlepiej umiemy i ogarnąć wszystko na miejscu. Czasami bywa trudno, bo różni ludzie i różne potrzeby. Pewnie każdy za pierwszym razem wpada trochę w panikę, ale człowieku nie bój się, dasz radę!

Sąsiedzi

Jeżeli pracujemy jako opiekunka w Niemczech, to warto mieć kontakt z sąsiadami mieszkającymi obok. Ja miałam taką możliwość i troszkę skorzystałam z ich pomocy. Kiedyś nawet miałam sympatycznego sąsiada z którym się zaprzyjaźniłam. Mieszkał obok mnie. Jeżeli się o coś zapytałam to udzielał mi rad lub dawał wskazówki, albo mówił gdzie coś jest i co mogę w dniu wolnym zwiedzić. Było to bardzo miłe. Zdziwiło mnie, kiedy ponownie przyjechałam. Bardzo się cieszył. Ja za to spryciula wzięłam ze sobą kiełbasę tzw. „słoikówkę” domowej roboty i mu podarowałam, bo w końcu mieszkał sam. Na drugi dzień pięknie mi dziękował, że wlekłam to 800km, a w słoiku nie było już za dużo. Jednak polskie wyroby, to polskie wyroby.

Polacy

Gdzie Polaka nie wyślesz, to zawsze coś będzie kombinował, by na swoje wyjść. Ale kiedy spotykamy „naszych”, to zawsze mamy odruch odezwania się, czy to w markecie, czy nawet przypadkowo na ulicy. Chcemy się porozumieć po niemiecku, a ludzie mówią, żeby się nie męczyć, bo oni mieszkają co prawda na stałe, ale język pamiętają. Miłe to wtedy jest, a przy okazji można się nauczyć relacji „tubylczych” na miejscu. Jest także to, że możemy się zapytać: Jak tu jest? Wyjaśnią wszystko i to nam daje pewne zasady działania w jakimś mieście. Nie powiem, że Niemcy patrzą na nas – opiekunów z Polski niełaskawie, ale ja się z tym nie spotkałam ani razu.

Schemat

Jakoś tak kiedy pracujemy jako opiekuni ludzi starszych w Niemczech, posługujemy się pewnym schematem postępowań. Wiadomo, śniadanie zrobić, przed nim umyć delikwenta. Potem albo ćwiczenia lub wizyta pielęgniarki. Potem jak zwykle powolne szykowanie produktów do obiadu lub coś innego w zależności w jakim schemacie się poruszamy. Rygor i tak czujemy, bo przecież jesteśmy odpowiedzialni za życie człowieka i nie jest to takie odfajkowanie roboty, przynajmniej ja tak to odczuwam. Każdy bowiem człowiek zasługuje na miano tego człowieczeństwa i z tym się trzeba liczyć.  Musimy pomóc, bo rodzina chce, ale zawsze chyba należy się zgadzać z podopiecznym.

Na świecie

Musimy jakoś być na TOP-ie i jakoś sobie radzić. Pewnie dlatego oglądamy wraz z podopiecznymi wiadomości i inne programy, czy filmy wraz z nimi. Oprócz tego, że się nimi opiekujemy, to w sumie uczymy się i języka i tego, co nasi chorzy potrzebują. Ich smaków, potrzeb, informacji w kupionych gazetach, ich sposobów na życie i ich zainteresowań. Fajnie jest, gdy mogą jeszcze chodzić i pokazać, co robią. Jeśli nasze zainteresowania są wspólne, to nawet nie jest ważne, czy się nimi interesujemy, to zupełnie inaczej jest poznać kogoś, kto podziela nasze hobby, albo rycie nawet w warsztacie. To jest wtedy ważne i dla nas i dla drugiego człowieka. Uczymy się..

Kontakt

Zawsze musimy brać pod uwagę, że jadąc do pracy jakiejkolwiek musimy przystosować się do warunków w pracy i kontaktu dobrego z innymi ludźmi. Od początku wiemy, jaki kontrakt podpisujemy i co będziemy robić. Dopiero na miejscu naprawdę dowiadujemy się, czy idziemy do sprzątania, czy opieki nad chorymi, czy naprawdę znamy język i potrafimy się komunikować. Częstym wyjazdem jest podróż do Niemiec, bo najbliżej i często jako opiekunowie ludzi starszych. W zależności jak trafimy, to okazuje się to trafnym wyborem, bądź męczarnią i nerwy nam wtedy puszczają. W sumie akurat w tym wariancie to zawsze jest wielka loteria. Trzeba jednak sobie radzić.

Po Świętach

Normalne, po tych dniach przygotowań i szaleństwach można troszkę odpocząć. Niby w zasadzie przyjęło się gości, Wigilię z opłatkiem też, ale co potem? Potem właśnie zostają nam resztki, które trzeba odpowiednio wykorzystać. To w sumie nie jest proste, bo trzeba na to spojrzeć innym okiem. Nawet nie jest ważne, co mamy zrobić, a zrobić trzeba. Więc do pracy. I znowu zaczyna się ten cyrk w kuchni i nawet przygotowania do Sylwestra, bo wtedy i tak trzeba jeść. Dobrze, że o 6-ej rano nie trzeba odśnieżać, bo w tym roku akurat jest ciepło i nie musimy się martwić. Ale robota jest. Powodzenia innym!

Polonusy

Przeważnie myślimy, że Polonusy są tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie ich centrum to Chicago. Ale „nasi” są praktycznie wszędzie. Ja osobiście mam znajomego, który był wiele lat w Australii. Na „stare lata” powrócił do PL-u z pięknym dorobkiem swojego życia. Wrócił do swojego ukochanego miasta za którym tęsknił tak czy owak. Wiadomo, że człowiek jest gdzie indziej, ale sercem jest tam, gdzie się wychował. Miło mi było go po latach spotkać i powspominać stare czasy i wysłuchać opowieści z dalekiego kontynentu. Tak samo chyba jest w Niemczech. Niby jedziemy goniąc za pracą, ale praca pracą, a tęsknota robi swoje. Jest to bardzo trudna sytuacja.

Operacje

Mamy różne operacje: bankowe, w szpitalu, na giełdzie czy operacje międzyludzkie. W sumie to chyba wszystkim można w jakiś sposób operować, nawet dźwigiem na budowie. Ale ważne są chyba kontakty międzyludzkie jako prędzej „kooperacja” a nie operacja. Dobry kontakt z człowiekiem w formie nawet pomocy sąsiada, czy pomaganie sobie w Niemczech, kiedy albo inni mają kłopoty, albo my. I tutaj mamy także piękną formę opieki i możemy dać komuś coś od nas. kiedyś zdarzyło się, że pozorna sympatia rodziny podopiecznego kazała się wynosić opiekunce, bo była posądzona o kradzież, której nie zrobiła. Prawda wyszła na jaw, opiekunka dostała pieniądze w formie przeprosin, ale gdyby nie przyjaciele, to nie wiadomo, jak by to się skończyło…